Masochizm - to chyba właściwe słowo. Tak, to moja cecha. Dlaczego? Przy założeniu że w zasadzie nie mam wolnego czasu - bo jako bezrobol większość czasu spędzam z dzieckiem, nocami dorabiam robiąc jakąś tam grafikę, w miarę możliwości nadal robię muzę, czasami wypadam na nocne akcje fotograficzno - snowboardowe z moim ziomem Dzindzilem, większość weekendów gram imprezy (albo do kotleta) w klubach, gotuję, coś tam posprzątam, ale generalizując - większość czasu spędzam przed kompem. Oczy już dawno mi weszły do dupy, non stop chodzę zapuchnięty i wyglądam jak poślad zza krzaka. Ale to akurat nieistotne - istotne jest to, co czytam. Ogólnie zawsze byłem tym wkurwiającym gnojkiem, który lubi wiedzieć - i w dodatku lubi się podzielić tą wiedzą. Przemądrzały cyc. No to czytam - o jakichś nowinkach technicznych, trochę (ostatnio malutko albo wcale) o filmie, w trzy dupy o muzyce (bo bez tego umarłbym chyba), czasem o polityce - bo chciałbym mieć jakąś świadomość polityczną, choć w mojej opinii w tym kraju nie ma polityki, jedynie jakieś gierki które, o ile mi wiadomo, brzydzą większość z nas. I jasne, jak brzydzi, to nie chcesz dotykać - to zrozumiałe. Tylko że... no właśnie, bądźmy dorośli. Brzydzę się pająków, ale mam teraz małego syna i jeżeli on będzie się bał pająka, to ja muszę się zdobyć na odwagę i go przed nim obronić. Nie butem, tylko gołą łapą. Do rzeczy w takim razie. Gdzie nie wetknę ucha, słyszę jak każdy narzeka. Słychać nawet narzekania do kwadratu, czyli narzekanie na to, że narzekamy. Śmiejemy się z siebie, że to nasza cecha narodowa - ale jakiś niewyraźny ten uśmiech i coraz rzadziej go widuję. No i nie wiem, jak Wy, ale ja nie chcę narzekać. Bardzo nie chcę. Co prawda jak większość obywateli tego kraju, oglądanie telewizji pod kątem informacyjnym - nie rozrywkowym - sprawia że chce mi się płakać, bynajmniej nie dlatego, że jestem hiper-empatyczny, tylko dlatego, że życzyłbym sobie w tym kraju trochę normalności. Ale ten post to jest i będzie narzekanie. Wkurwia mnie postawa większości ludzi. Większość ludzi których spotykam twierdzi że "nic się nie da zrobić." I co? I narzeka dalej. Wydaje mi się, że energia wkładana w narzekanie jest taka sama, jak energia wkładana w pozytywne nastawienie. Najgorsze jest siedzenie przed telewizorem i nie robienie niczego (a co, jak narzekać, to konstruktywnie!).
W każdym razie jeżeli przyjmiemy, że w czasie narzekania można by się uśmiechnąć i przestać mędzić, to ten czas w zasadzie z gruntu przestaje być czasem straconym. No dobra, do rzeczy. Jakieś dwie godziny temu przeczytałem sobie ten wywiad - a po lekturze po raz kolejny złamałem swoją zasadę o nie zaglądaniu do komentów. Tym razem jednak skutek był odwrotny od standardowego - czyli tym razem się nie wkurwiłem. Faktem jest, że GW do pierwszej ligi dziennikarskiej już nie należy, jednak po forum nadal widać, że nie taki głupi ten nasz naród, jak się wydaje. Jasne, wszędzie jest masa bezmógów, trolli, hejterów i innego ścierwa, jednak trafiłem na coś, co daje mi nadzieję na to, że tu może być normalnie. Trafiłem na wypowiedzi ludzi, którzy też mają dosyć, ale w przeciwieństwie do statystycznego Kowalskiego są gotowi zrobić coś, żebyśmy mogli zacząć sprzątać ten syf, którym powoli zarasta nasz kraj. Ja wiem, że realne działanie jest trudniejsze od zakładania na FB profili typu "ruch wkurwionych" albo inne takie, ale chyba coś trzeba zacząć robić, żeby móc zacząć normalnie żyć w tym kraju nad wisłą. Ruch wkurwionych to przykład na to, że jesteśmy zajebiści w deklaracjach bez pokrycia - mimo, że takie same deklaracje ze strony naszych "reprezentantów" są tym, co wkurwia najbardziej. Twierdzimy, że na nic nie mamy czasu - ale tworzymy jakieś tam głupie konta na FB, Twitterze i innych, szukamy całymi dniami wkurwiających treści w necie, publikujemy i szerujemy, wszyscy wkurwiamy się kolektywnie i poza potworną stratą czasu nie wynika z tego zupełnie nic.
Nawet dziecko wie, że żeby coś zjeść, trzeba albo pójść do kuchni i wziąć sobie coś, albo jak się jest małym stworem, zależnym od rodzica, to trzeba go poprosić. Jak chcesz się pobawić, idziesz po zabawkę. Pozytywny efekt wymaga jakiegoś działania, zaangażowania w stopniu co najmniej minimalnym. Ja wiem, że ludzie są rozbici, pogubieni i stąd bierze się powtarzanie że "nic się nie da zrobić" ale wcale tak nie jest. Jasne, że nikt nie zmieni świata w pojedynkę, w działaniach zorganizowanych też nie jesteśmy najlepsi, ale wbrew obiegowej opinii powtórzę: nie jesteśmy głupim narodem.
Jesteśmy tylko narodem chorym. Czas zacząć się leczyć, zanim coś nam zgnije i trzeba będzie amputować.

